Jak byłam młodsza, to lato wydawało mi się czasem naprawdę rajskim. Kończyła się szkoła, podwórko stawało się dostępne również po godzinie 20tej, można było spać do późna. No i oczywiście wyjazdy! Babcia i ja wyjeżdżałyśmy w różne cudowne miejsca pachnące poziomkami, a im bliżej było jesieni, tym bardziej zapach zmieniał się na grzybowy.
Pamiętam delikatny zapach sosen zmieszany z zapachem skóry wystawionej na słońce. Uśmiechniętego Tatę, który nosił mnie na barana i Mamę, która gotowała smakołyki na elektrycznych płytkach. Lato smakowało młodymi ziemniakami, poziomkami i wodą z jeziora łykaną podczas prób nurkowania.
Obok koca na trawie stało małe radio na baterie, z którego wydobywały się dźwięki lata z radiem. A my leżeliśmy na ciężkim kocu i czekaliśmy, kiedy wreszcie przejdzie chmura, która właśnie zasłoniła słońce.
Pewnie większość z nas ma takie właśnie wspomnienia z dzieciństwa. Wolność. Człowiek unosił się w powietrzu i błyskał radością jak bańka mydlana.
Marzenie o lecie
Felieton na poniedziałkowe smutki
Nie ma to jak poniedziałek, co? :)
Umysł rozleniwiony szalonymi rozrywkami dnia poprzedniego ( oglądanie filmu do pierwszej w nocy i pół szklanki piwa) nie chce się przebudzić, ale ciało podrażnione dźwiękiem budzika zmierza na autopilocie do kuchni w celu nakarmienia rodziny....
No to napiszę coś pozytywnego.
Hultajska turbo rodzina
Chyba zgodzicie się z tym, że ubrania Hultaja Polskiego nie są grzeczne. Nie są też ubraniami podążającymi za najnowszymi trendami w modzie.
Chciałoby się zapytać, dlaczego tak jest. Przecież ubrania powinny być modne. Jeśli na rynku pojawiają się podarte spodnie i zaczyna w nich chodzić pół ulicy, to dlaczego, ach dlaczego, Hultaj Polski nie robi podartych spodni?! Czemu na własne życzenie rezygnuje w krociowych zysków nie wpisując się w uliczne trendy??
Drodzy Hultaje. Odpowiedź jest bardzo prosta. Ze względu na Was.
Życie jak w Madyrycie
Przez lata całe mój plecak nie chciał się rozpakować. Plecak taki raczej figuratywny, bo najpierw był to plecak, potem już raczej walizka na kółkach.
Ale tak czy siak – zawsze spakowany. W środku kosmetyczka, latami uzupełniana w niezbędniki typu gumka recepturka, próbniczek balsamu oraz nowy zapach znanej firmy i mikroopakowaniu. Takie rzeczy przydają się podróżnikom. Bo byłam właśnie podróżnikiem.
Pracując z Mężem
„Wolałbym skoczyć z balkonu, niż pracować z Żoną. Ale jak wolisz.” Tak powiedział mi kiedyś kolega z pracy.
Z balkonu nie skoczymy, bo mieszkamy na parterze, więc skutki skoku byłyby raczej zabawne, niż dramatyczne. Ale wspólna praca niesie ze sobą pewne atrakcje, które zawierają w sobie niebezpieczeństwo uzależnienia od validolu.
Oto krótki spis zasad, w większości pisany z punktu widzenia żeńskiego, bo tylko takie doświadczenie mogę Wam zaserwować. Ale może kiedyś mi się uda namówić Męża, żeby napisał swój poradnik :)