Przejdź do głównej treści

Wszystkie produkty szyjemy w Polsce.

Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Przez lata całe mój plecak nie chciał się rozpakować. Plecak taki raczej figuratywny, bo najpierw był to plecak, potem już raczej walizka na kółkach.

Ale tak czy siak – zawsze spakowany. W środku kosmetyczka, latami uzupełniana w niezbędniki typu gumka recepturka, próbniczek balsamu oraz nowy zapach znanej firmy w mikroopakowaniu. Takie rzeczy przydają się podróżnikom. Bo byłam właśnie podróżnikiem.

Wędrowałam po różnych miejscach – raz było bardziej, raz mniej luksusowo. I w sumie byłabym nieszczera, gdybym powiedziała, że nie lubiłam tego za grosz.

Pomyślcie na przykład o cudownym życiu hotelowym – człowiek wstaje, rzuca skarpety na podłogę i wychodzi na śniadanie. Śniadanie podane, wybrać sobie można: jajko na ciepło i na zimno - z szykanami. A potem wraca człowiek do pokoju i – ta daaa! Magia. Skarpety zniknęły, a łóżko się pościeliło. Można się przyzwyczaić, prawda?

 Ale nie ukrywam, że powroty do domu zawsze były wytęsknione. Czasem po kilku dniach, czasem po kilku miesiącach wspaniale było zrobić w domu pierwszy wdech i poczuć zapach bezpieczeństwa. Niby trzeba było zmywać i gotować. Oraz prać. Niby skarpetki nagle traciły magiczne właściwości i zawsze pozostawały tam, gdzie je człowiek rzucił, ale jednak była w tym taka radość, że często powtarzałam:

CHCĘ PRACOWAĆ W DOMU I NIGDZIE NIE WYCHODZIĆ

Uuuuu.. Zawsze bardzo ostrożnie trzeba wypowiadać życzenia, kiedy trzyma się w ręku magiczną lampę.....

Lub też, jak mówią Chińczycy – uważaj z wypowiadaniem życzeń, bo mogą się spełnić.

No i moje właśnie się spełniło.

Jeśli czytaliście artykuł Dzień z życia Projektanta, wiecie pewnie, że czasu mam faktycznie niezbyt wiele. Ale niebieskie niebo oglądam zdecydowanie rzadziej, niż ekran monitora.

Na początku, wiadomo. Nic tylko się cieszyć. Nie trzeba wstawać o piątej rano, żeby zdążyć na pociąg. Nie trzeba się pakować i dokonywać skomplikowanych obliczeń czasowo klimatycznych, żeby zdecydować, jak się ubrać.

Można zostać w pidżamie. Kurier się nie obrazi.

Ale mijają miesiące i nagle zauważasz, że twój świat się kurczy. Wyprawa na bazarek po chleb urasta do rangi wydarzenia, a wyjście do kina jest już tak dużą okazją, że zaczynasz się zastanawiać, w co się do tego kina ubrać, jak już takie wyjście się kroi. Może kolia? Bo inaczej to ta kolia to już chyba tylko do trumny.

Znajomi się dziwią „No to wyjdź! Z mężem do knajpy wyjdź na przykład. Spędźcie chwilę razem!”. Ludzie! Ale my cały czas spędzamy razem!!! Czemu w tym celu mamy jeszcze gdzieś wychodzić?

Teatr i kino są opcją, ale w tym celu trzeba by sprzedać własną progeniturę do schroniska chyba, więc pozostaje film i kieliszek wina. No a na taką okazję to można i w spodniach dresowych się wybrać...

 A potem przychodzi taki dzień

 

po którym wiesz, że lepiej nie wypowiadać życzeń na głos.

Bym gdzieś pojechała. Do Radomia chociaż...

Pisała dla Was

Wasza Anka

Komentarze do wpisu (0)