Przejdź do głównej treści

Wszystkie produkty szyjemy w Polsce.

Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Najnowsze wpisy na blogu

Lato, lato.....i po lecie.

Trudno, taki mamy klimat. Wspaniale było bez bluz i ciepłych spodni, prawda? :)
Ale  czas nieubłaganie biegnie do przodu i zaczynamy się powoli rozglądać za jesiennymi kreacjami. A nawet za takimi, które już można by zarzucić na siebie w chłodniejsze dni.
Dlatego, jak zawsze, wychodzimy naprzeciw pragnieniom i zbieramy w jednym poście wszystkie te rzeczy, które Turbo Rodzina może nosić w ciut chłodniejsze dni.

Czytaj całość

Kamera lubi Hultajów

Już niedługo zobaczycie Hultajów w ruchu – popularność dosięgła i nas :)
Shoper, platforma na której oparty jest nasz sklep, wybrał  naszą firmę jako reprezentację reklamową i dzięki temu powstaje właśnie Krótki Film o Hultaju.

Do naszego domu przyjechała przemiła ekipa filmowców - Dagmara i Kamil, którzy realizują to przedsięwzięcie. Nasz hultajska kuchnia, która na co dzień jest kuchnią, od święta studiem foto, tym razem zamieniła się w plan filmowy.  Filmowcy okazali się przeuroczymi ludźmi – no i oczywiście prawdziwymi Hultajami!

Czytaj całość

Nasz manifest

Jak wiecie, w naszym sklepie od początku proponowaliśmy takie same modele ubrań dla dorosłych i dla dzieci.
Projektując je zwracaliśmy rzecz jasna uwagę na takie oczywiste elementy jak uroda i wygoda. Ale podstawą była i jest dla nas myśl, że dzieci są takimi samymi ludźmi, jak my.
Nie są ani głupsze, ani gorsze, ani mniej zaradne. Są tylko młodsze i mają mniej doświadczenia.
Wymyślając takie same modele dla dorosłych i dzieci doszliśmy do Turbo Rodziny, czyli takiej rodziny, jak postrzegamy ją my, Hultaje.

Czytaj całość

Raport z miejsca zdarzenia

Wysiadł prąd.

No, niby nie tak zupełnie, ale nagle w ścianie zaczęło iskrzyć, skwierczeć i dymić.
Jedną ręką szukaliśmy więc gaśnicy, a drugą wyłączaliśmy na przemian różne przełączniki w naszej tablicy elektrycznej.
Gaśnice okazały się złośliwymi stworzeniami. Zawsze stały w jednym miejscu, a tutaj nagle poszły na spacer. Zabrały swoje rzeczy i zniknęły. Mówiąc wprost – wyprowadziły się.
Marcin biegał po wszystkich pokojach, próbując przywabić uciekinierki, a Ula eksperymentowała z guzikami, próbując walczyć ze strachem przed spłonięciem i ze strachem przed wyłączeniem z prądu lodówki. Ja dzwoniłam na pogotowie elektryczne i negocjowałam cenę naszego ocalenia.
Już po paru minutach okazało się, że gaśnice po prostu chciały pobawić się w chowanego, a właściwa wajcha nie odcina od prądu lodówki.
Ale za to odpięła internet...
Siedzieliśmy ogłupiali i skamieniali. Każdy z nas przed otwartym laptopem, na którego ekranie rozpaczliwie topniała zawartość baterii.

Czytaj całość